A jednak blog nie zniknął, jak się obawiałam...adresu zapomniałam najzwyczajniej w świecie...10 sezon przede mną, to niewiarygodne...wydaje się, że nie tak dawno wszystko się zaczęło, ciągle dokupuję jakieś nowe rzeczy, bynajmniej nie zmieniając (nie licząc szczotek toaletowych), bo ciągle czegoś brakuje...mamy kwiecień 2022... ja mam lat 50, a piątą część mojego życia zajmuje agro...najpierw te dwa duże rodzinne pokoje na górze, tak jak przystało zgodnie z przepisami (rolnik może wynajmować do 5 pokoi, do 20 miejsc noclegowych tam, gdzie mieszka), w 2019 roku pojawił się Domek...jedni Goście wolą tam, inni tu...ceny są jednakowe, acz w Domku 4 osoby raczej nie zmieszczą się w jednym pokoju. Ale mieszczą się...Ewidentnie moją pasją jest kuchnia..lubię gotować, uwielbiam, jak Gościom smakuje...Sama potrafię zjeść zupkę chińską...ale jak są Goście, świat się zmienia...dziękuję i zapraszam w nowy sezon...będzie jeszcze lepiej...
środa, 6 kwietnia 2022
piątek, 27 marca 2020
koronawirus
W najśmielszych snach nie przypuszczałam, że coś takiego się może zdarzyć....a co przypuszczałam? miałam mieć gości na święta wielkanocne i zarobić X. Planowałam podwyżki w nowym sezonie, bo każdy mówił, że tak dobrze i że za tanio. To, co zarobiłam w tamtym sezonie zainwestowałam w ocieplenie Domku nad Potokiem.. i potem miało być tylko lepiej (nowe materace do łóżek, dodatkowe wyposażenie, kostka bądź deska ...takie tylko miałam dylematy..czy kostka tarasowa czy deska, i jaka deska, jaki kolor; jaki parking?1 kostka, płyty, śmyty itp) Stan na nowy sezon 2020 miał być na sicher. Czyli idealnie, Już nawet o wyjeździe do moich ukochanych Niemiec słyszeć nie chciałam, bo tu miało być perfekcyjnie. No i kursy w liczbie sztuk 4 w ramach dotacji "Restrukturyzacja małych gospodarstw". Ale stało się tak: Potok mocno wyschnięty, goście pobyty świąteczne odwołali, kursy odwołane, pokoi nie pomaluję, kostki nie położę, parkingu nie zrobię...wsadziłabym poduszkę na łeb i przeczekała. Ale dostaję maile. Bynajmniej nie od gości rezerwujących pobyty po wirusie, ale od firm turystycznych. Zapłać 50 procent a resztę potem. Zapłać ciut a my cię wypromujemy. I tak w tym stylu, 77 różnych firm. W większości powołując się na trudne czasy. I że oni nie mają z czego żyć. A ja niby z czego mam żyć?!
piątek, 20 grudnia 2019
świąteczne klimaty...
Wpadł mi dziś na lokalnej grupie noclegowej post o tym, że gdzieś tam wieczerza wigilijna od osoby ma kosztować 128 złotych, plus nocleg, plus obiad 75 złotych. Ceny śniadania nie podano. I włos mi się zjeżył na głowie...Jakoś pod koniec pierwszej dekady listopada przygotowałam i umieściłam ofertę świąteczną, w cenie 100 złotych za osobę. Z noclegiem i wyżywieniem. Zapytań było dużo, nawet aż za dużo, bo jedna pani ze trzy dni mnie zasypywała pytaniami, w międzyczasie przyjęłam dwie rezerwacje na Wielkanoc, a summa summarum na Boże Narodzenie przyjadą do mnie tylko dwie osoby. Spotkałam wczoraj koleżankę, która pracuje od wielu lat w jakimś tam ośrodku w K. i oceniła, że moja oferta była za tania. I mimo iż jestem osobą, którą niewiele jest w stanie zaskoczyć, to tak, zdziwiona jestem. Lepiej jechać tam, gdzie drożej? Mam tylko dobre opinie w internecie, jedzenia nie żałuję, wszystko robię sama, a jednak gości tym nie zainteresowałam. Może na następne święta rzucę cenę 200 procent wyższą?!
środa, 10 lipca 2019
Czy są wolne pokoje?
Północ...Pytanie na mess o wolny pokój z 13 na 14 lipca. Ponieważ od marca ten termin zajęty, więc odpisuję od razu, że niestety, nie mam wolnych pokoi. A które weekendy ma pani wolne w wakacje? Tu już z głowy taka mądra nie jestem, więc opuszczam nagrzane już łóżeczko, idę na dół, szukam kalendarza, kartkuję, sprawdzam, liczę i wypisuję wolne weekendy wakacji. Za chwilę znowu sygnał nadchodzącej wiadomości. Nie, tu nam nic nie pasuje, my chcemy z 13 na 14 lipca.
niedziela, 23 czerwca 2019
Pierogi....
Pewnie w okolicach września będę miała ich dość, pod warunkiem, że goście będą zamawiać obiady czy obiadokolacje. Na razie lepienie pierogów wciąż lubię. Przyjemność tym większa, gdy sprawiam nimi radość moim gościom. Jakie pierogi robię dla gości? Według uznania, lubelskie, z bobem, z mięsem, z owocami, ruskie. Co kto lubi....Teraz miałam gości ( w ubiegłym roku na Boże Ciało też odwiedzili Odpoczynek nad Potokiem), którzy codziennie na obiad chcieli jeść pierogi. Poszaleć nie mogłam, bo goście z dietą lekkostrawną, z racji wrzodów żołądka, ale ja lubię takie wyzwania. Zupka leciutka, z rosołku zdjęty tłuszczyk, pomidorowa czy jarzynowa zabielona mleczkiem. Pierogi z mięsem, oczywiście chudym, bez cebuli czy czosnku, odrobina soli, ciut majeranku i kminku. I kolejne, pierożki z serem, czyli chudy ser, ciut kaszy manny, i tylko ulepić. A na deser też lekko...drożdżowe i sernik na zimno. Z racji, że ciężko znaleźć odpowiedni przepis to wymyśliłam sama. Biszkopt z dwóch jaj, bez proszku do pieczenia, pół kg sera chudego zmiksowane i do tego dodane pół litra mleka zagotowanego z cukrem i agarem. Na wierzch 750 g zmiksowanych truskawek i samodzielnie zrobiona galaretka na bazie karagenu. W godzinkę sernik na zimno jest pięknie zastygnięty i gotowy do zjedzenia. Tak bardzo gotowy, że zanim pomyślałam, to nie było z czego zdjęcia zrobić. I co jest najważniejsze? Nie tylko smakowało, ale przede wszystkim nie szkodziło moim gościom. I wiem, że wrócą...
P.S.Wiem, że długo nie pisałam. Sama nie wiem dlaczego. Teraz obiecuję, że w każdym tygodniu na moim blogu pojawią się co najmniej dwa wpisy....Przysięgam...Jeśli nie, to przyjmę na klatę każdą karę...Zobowiązuję do jej wyznaczenia moich czytelników...pod warunkiem, że ich mam.
P.S.Wiem, że długo nie pisałam. Sama nie wiem dlaczego. Teraz obiecuję, że w każdym tygodniu na moim blogu pojawią się co najmniej dwa wpisy....Przysięgam...Jeśli nie, to przyjmę na klatę każdą karę...Zobowiązuję do jej wyznaczenia moich czytelników...pod warunkiem, że ich mam.
sobota, 28 maja 2016
Co można zepsuć w gospodarstwie agroturystycznym ?
Oczywiście, to co w każdym domu. Talerze,szklanki, kubeczki, klosz od żyrandola, pojemnik na mydło w płynie...żaden problem, każdemu się zdarzy, niekoniecznie pod wpływem. Gość się przyzna, przeprosi, zapłaci, choć nie wymagam tego. Jak jedna pani kiedyś wzięła ręcznik przez pomyłkę, to odesłała. A tylu wtedy miałam gości, że nawet bym się nie doliczyła. Ale ostatnie awarie przyprawiły mnie prawie o łzy. Na jedną noc przyjechali rodzice z dwójką dzieci. Zwiedzili Kazimierz, w czwartek mieli jechać do Bałtowa. Lekko po 10 odjechali, ja biegiem sprzątać, bo nowi goście już na podwórku i to wcale nie jedną nogą....Zmieniam pościel, rzut oka na szafkę: połamana lampka. Rzut oka na drugą szafkę...druga złamana lampka. Prawie zemdlałam. Trzeciej lampki nie widzę. Ryczeć mi się chce, sprzątam dalej; wycieram szafę, nagle lampka prawie spada mi na łeb. Na szczęście cała. Lampki solarne, bez kabla, ciężkie, solidne i byłam pewna, że metalowe, ale jak się przekonałam metal jest z wierzchu, w środku są plastikowe, mimo wszystko nie wiem, ile trzeba było włożyć siły i jakiego sposobu użyć, żeby je złamać. I jak tym małym dzieciom się to udało i co na to rodzice? Aż mnie korci, żeby spróbować złamać jedną z tych, które pozostały w całości.
Ale żeby nie było, że goście tylko psują. Jeden z gości na widok obracającego się kranu w łazience, od razu go przykręcił; nasmarował drzwi, żeby nie skrzypiały. Inny dokręcił śruby w leżakach. Kolejny naprawił suszarkę do grzybów, obciął żywopłot...Generalnie całkiem sporo pożytku z tych moich gości
Ale żeby nie było, że goście tylko psują. Jeden z gości na widok obracającego się kranu w łazience, od razu go przykręcił; nasmarował drzwi, żeby nie skrzypiały. Inny dokręcił śruby w leżakach. Kolejny naprawił suszarkę do grzybów, obciął żywopłot...Generalnie całkiem sporo pożytku z tych moich gości
poniedziałek, 25 kwietnia 2016
nowy sezon
W pierwszy weekend majowy rozpoczyna się u nas sezon turystyczny...który to mój? Oficjalnie czwarty, ale w pierwszym mimo rejestracji działalności nie miałam gości z powodu opóźnień w otrzymaniu dotacji, w drugim miałam mało gości, bo tak się wykosztowałam na wkład własny i inne opłaty, że zabrakło kasy na reklamę...Dopiero w ubiegłym było bogato (oczywiście w gości, nie w zarobki)...w tym roku mam nadzieję, że będzie podobnie...bo lubię ten stan. Dzisiaj na ten przykład odebrałam jakieś 15 telefonów z zapytaniem o wolne pokoje. Nie ma. Od marca u mnie już zajęte. I nie mogę się doczekać, kiedy w końcu będzie ta sobota...pierwsza sobota długiego weekendu....będę rozpieszczać moich gości....
środa, 13 kwietnia 2016
Ile ma jeden kilometr?
Ile kilometrów jest od Pani kwatery do Kazimierza? Bardzo często od potencjalnych turystów słyszę takie pytanie. Gdy odpowiadam, zgodnie z prawdą, że na Rynek dokładnie 10, często słyszę tylko odkładaną słuchawkę.Zdecydowanie za daleko, jak mniemam, bo inna pani mówi, że 8 czy 6. Ale jak przyjdzie co do czego, to tych kilometrów jest dwa razy tyle. Ostatnio wpadło mi w oko takie ogłoszenie: Działka budowlano-rolna ze stawem i domkiem tz. rybakowką z salonem
kuchnią łazienką oraz dwoma sypialniami i miejscem na drugą łazienke
oraz strych całość w bajecznych kazimierskich krajobrazach Pod
Kazimierzem Dolnym ,,małe bieszczady " ,jary ,wąwozy , ścieszki
rowerowe w zasięgu wzroku w budowie ujęcie wód termalnych istniejący
wyciąg w rąblowie i celejowie działka przylega do drogi powiatowej na
odcinku 250n m wzdłóż drogi plynie witiszyński potok druga równoległa
strona przylega do lasu staw zasilany wodą z własnych żrodeł z
krystaliczną wodą na działce atestowane szambo ,prąd ,ogrodzenie
mieszane działka prawie na przedmieściu kazimierz dolnego tylko 6 km
pichotką lub kladem na skroty ok 3 km .cisza , mikroklimat.PISOWNIA ORYGINALNA. Uśmiałam się do łez, bynajmniej nie z powodu ortografii.
Kontrola Sanepidu
Oj, jak sobie przypomnę oczekiwanie na pierwszą kontrolę, cztery lata temu. Omal nie umarłam z nerwów. Od pozwolenia Sanepidu wg powszechnie obowiązującego prawa zależało moje być albo nie być. Okazało się, że jak najbardziej być. A to powszechnie obowiązujące prawo, jest bardzo marginalne w przypadku agroturystyki. Dlaczego? Pewnie inni są bardziej odważni i gotują bez pozwolenia. Oprócz odwagi mają też pewnie więcej pieniędzy i nie straszna im kara w wysokości 5 tys. złotych. Ja zbędnej kasy nie mam, za to jestem wierną fanką "Kuchennych Rewolucji" i Magdy Gessler, więc wiem, jak nie należy działać.
A Sanepid wbrew głupim pogłoskom jest instytucją jak najbardziej normalną. Nigdy żadnych uwag i zaleceń nie miałam. Na stronie kazimierzdolny.pl widnieje reklama 47 kwater agroturystycznych. Ile ma pozytywną decyzję Sanepidu? Nie wiem. Jedno wiem. Jeśli kiedykolwiek skorzystam z kwatery agroturystycznej, zapytam o pozwolenie Inspekcji Sanitarno - Epidemiologicznej. Dzięki ich kontroli każdy konsument może czuć się bezpieczny.
A Sanepid wbrew głupim pogłoskom jest instytucją jak najbardziej normalną. Nigdy żadnych uwag i zaleceń nie miałam. Na stronie kazimierzdolny.pl widnieje reklama 47 kwater agroturystycznych. Ile ma pozytywną decyzję Sanepidu? Nie wiem. Jedno wiem. Jeśli kiedykolwiek skorzystam z kwatery agroturystycznej, zapytam o pozwolenie Inspekcji Sanitarno - Epidemiologicznej. Dzięki ich kontroli każdy konsument może czuć się bezpieczny.
wtorek, 16 lutego 2016
głupi gps...
Niby jeden adres, niby te same danepGPS: (51º18.606' N/ 22º2.446' E), a dróg dojazdowych niezliczona ilość. Nie powinna więc dziwić moja powściągliwość do tego typu udogodnień podróży. No, ale ja sama do siebie nie jadę, a nawet jeśli skądś wracam, to drogę znam doskonale...ale moim turystom współczuję...Była u mnie na Walentynki pewna pani z mężem i córką (wspaniali goście, zresztą jak niemal wszyscy, którzy dojechali; jak wiecie, nie lubię tylko tych,którzy oszukali i nie dojechali)...było już późno,bowiem wyjazd był prezentem walentynkowym męża. No i ni cholery....nawigacja swoje, a życie swoje...boże święty, ja bym dom przeniosła, żeby tylko umilić życie turystom, ale nie da się, mimo szczerych chęci...gps doprowadził ich do pewnego domu, państwo zadowoleni zajechali na podwórko, szczeka pies, wychodzi gospodarz (w majtkach notabene) mocno zaskoczony...no nie tu...ani numer się nie zgadzał, ani miejscowość. Gotuję się po prostu, bo mniej więcej 10 procent gości trafia do mnie bez problemu,dzięki nawigacji..inni poznają okolicę...jeśli jest dzień, to pies brał, bo i okolica ładna, i jest kogo zapytać o drogę, ale po 22???? Podziwiam i dziękuję, że jednak trafiają....
wtorek, 26 stycznia 2016
zima...
Zima jaka by nie była, nie jest zbyt sprzyjająca dla prowadzących agroturystykę w moim regionie. Wprawdzie wyciągów w Lubelskiem jest 16, a w moim powiecie czynnych 3, to jednak są to narciarze, którzy przyjeżdżają na kilka zjazdów z pobliskich górek i wracają do domu. Z drugiej strony, trudno się dziwić. Jeżeli ktoś ma płacić za noclegi, wyżywienie, karnety i podróż, to lepiej dołożyć i pojechać dalej, w góry. Zwłaszcza, że paliwo teraz tanie. Tak więc u nas sezon zaczyna się w maju, a kończy we wrześniu. Choć oczywiście miałam gości i wiele zapytań o Sylwestra, będą goście na Wielkanoc i mam rezerwację na połowę lutego....ale nie mam dla kogo gotować i to jest ból....
czwartek, 10 grudnia 2015
leżaczki...
Zrywała się
czasami i o szóstej rano. Owinięta w koc lub w kołdrę,
zatapiała się w leżak i dosypiała, czasami z kubkiem kawy,
czasami tylko z książką. Zabrała ze sobą na urlop jakiś
grubaśny kryminał, ale przeczytała tylko połowę. On wstawał
kilka godzin później i dołączał do niej. Dużo jeździli,
zwiedzali, albo po prostu leżeli na leżakach, niekoniecznie
rozmawiając ze sobą. Kasia i Krzyś z Bydgoszczy. To nie pierwsi
goście, którzy zwrócili uwagę na moje leżaki, ale pierwsi,
którzy zamiast zamówionych trzech nocy spędzili w moim
gospodarstwie agroturystycznym dwa tygodnie. Planowali odwiedzić
Roztocze, potem Polesie, a najdalej byli w Lublinie, ze dwa razy w
Kazimierzu, Nałęczowie czy Janowcu. Tylko kilka godzin poza moim
domem. Choć myślę, że nie tylko o moją rodzinę, czy dom
chodziło, a także o leżaki. Bo chyba nie przede wszystkim?!
Potem była
niespodziewana paczka z Bydgoszczy, a w niej ogromna kawa i
czekolada. Ileś tam telefonów, esemesów i niekończące się
obietnice powrotu. I za każdym razem łzy wzruszenia.
Często myślę o
moich ostatnich gościach z tegorocznego sezonu i wiem, że właśnie
dzięki nim zrozumiałam, jaką jestem szczęściarą mieszkając
tutaj i mając swoje leżaczki na co dzień. Szkoda tylko, że pogoda
mało sprzyja leżakowaniu. Bo w końcu miałabym na to czas. Tak,
jak mam w końcu czas na czytanie. Taka pora roku. Na wsi roku nie
dzielimy na wiosnę, lato, jesień i zimę, ale na czas pracy i
odpoczynku. Oczywiście w przypadku gospodarstw hodowlanych jest
nieco inaczej, bo bez względu na porę roku zwierzęta muszą jeść,
ale ja mogę sobie zimą pozwolić na spanie do południa. Od czasu
do czasu, wcale nie codziennie, wyjdę do sklepu, powiem, czy
odpowiem „dzień dobry” lub tylko pomacham do kogoś w
samochodzie. Czasami spotkam się z ludźmi, dowiem najnowszych
plotek. Ot, chociażby takich, że geesowski sklep będzie otwarty
tylko do końca roku. Zmieniły się przepisy. Nawet na wsi sklep nie
może być byle jaki. Kiedyś w jedynym wtedy sklepie wielkim
wydarzeniem był świeży chleb. Dzisiaj jest już niemal wszystko, a
brakuje tylko klientów. Musi być dużo i tanio, no chyba, że ktoś
pracuje na Azotach czy za granicą. Och, wtedy to nie pasztetowa i
salceson włoski są na liście zakupów, a cała szynka, albo
polędwica.
Koniecznie w próżniowym opakowaniu, bo podróż przecież długa.
I my też mamy
przed sklepem swoją ławeczkę, ale zdecydowanie krótszą od tej
serialowej z Rancza. Poumierali i to dość niespodziewanie. Zostało
ich tylko dwóch. Sporadycznie przysiądzie na niej ktoś inny,
czasami sklepowa, czy ja dla żartów. Ale najwyżej na kilka minut,
bo obowiązki czekają.
A może wyciągnę
leżaczek, wstawię do salonu i poczuję się lepiej? Może wcale nie
chodzi o pory roku, o odpowiednie lekarstwa na różne choroby, a
właśnie o ten leżaczek?
niedziela, 4 października 2015
Strach ma wielkie oczy
Piątek. Telefon. Dzień dobry, ja jestem ze Słowacji, chciałem wynająć pokój na miesiąc. Będę z córką....Ekstaza niemal,mimo iż nie tak łatwo było się dogadać, ale dwoje gości w październiku i to na cały miesiąc?! Pędzę więc do domu i sprzątam. W pewnym momencie uświadamiam sobie, że nie zapytałam,w jakim wieku owa córka. Pewnie mała, skoro mają być cały miesiąc. Na wszelki wypadek wstrzymuję się z przygotowywaniem spania dla małej. Facet ma pewne problemy z dojazdem, ale pomagam jak umiem. A że tłumaczyć drogi nie umiem, gość nie zawsze rozumie po polsku, więc trochę to trwa. W końcu są....hmmmm, właściwie jest, młody dość brunet. Tylko córki nie widać. Ja mówiłem, że będzie nas czwórka. I pokazuje na drugie auto. Ogarniamy więc z mamusią w ekspresowym tempie kolejne łóżka, goście schodzą się do pokoju. Tatuś pojechał po drewno na górę. Pierwszy, drugi, trzeci gość, uśmiechnięci, sympatyczni. Przy czwartym gościu ugięły mi się nogi. Mamusi chyba też, bo jakaś mała się zrobiła. Cygan. Wielki, gruby, wredny z gęby. Język, którym mówili do siebie na pewno słowacki nie był. No fakt, nie znam żadnego słowa po słowacku, ale jakoś podobny do czeskiego mi się wydaje, a po czesku znam nawet całe zdanie, które mówię z tak znakomitym akcentem, że wszyscy w Pradze brali mnie za Czeszkę (sważene wino prosim). Nie myślałam widząc gości ze Słowacji bynajmniej o grzanym winie, ale oczyma wyobraźni widziałam ograbiony dom i trzy nieboszczyki. Mamusia chyba też. Goście jadą kupić coś do jedzenia, a my zostajemy oniemiałe. Co robić?! Co robić??????????????
Tatuś ze spokojem stwierdza, że skoro zapłacą, to co się mamy przejmować. Taaa, można liczyć na wsparcie. Rodzice jadą na górę po drewno.Ja gryząc palce stoję w oknie i wyglądam powrotu gości. Każde auto wjeżdżające w naszą drogę powoduje u mnie stan przedzawałowy. Idę po nalewkę. Nie pomaga. Odlewam do butelki (muszki owocówki są wszechobecne). I tak do wieczora...albo w oknie, albo w toalecie. Po zmroku robi się jeszcze straszniej. Nie możemy jeść, pić, nic nie robimy, nawet pomysłów nie mamy żadnych. Tylko przerażenie. 20.26 telefon. Jestem tak oniemiała, że nie mogę wstać. Drugi raz już nie dzwoni. Mamusia zamyka bramę, puszcza psa. O 22 kładą się spać (normalnie to po 1-szej). Ja gaszę światło zaraz po nich, ale spać nie mogę. Szczekanie psa- zawał. Auto na drodze- zdublowany zawał. W końcu zasypiam, ale co to za sen, jak same koszmary mi się śnią.
Sobota nie lepsza,znowu nerwy,ale mamy już strategię na powrót. Okłamiemy, że pokoje wynajęte. Pies brał kasę, zdrowie i życie najważniejsze. Pojawia się u mnie nerwica natręctw, właściwie nie pojawia, ale wzmaga. Nawet na nasz samochód reaguję histerycznie (rodzice nadal wożą drewno, ja się kręcę przy chałupie). W końcu idę z pomidorami do siostry...jest lepiej...jadę do Kazimierza...idyllicznie wręcz, nerwica natręctw znika, może dlatego, że nie widzę żadnej z Cyganek,które zazwyczaj kręcą się dookoła turystów. Czas jednak wrócić do domu. Nie sama jednak. Mamusia chyba z uchem przy oknie, bo aby dotykamy balustrady przy schodach, a ona już na ganku. Mnie nie widzi, na widok T. prawie się osuwa. Dopiero mój głos ją pionizuje.
Niedziela jakby ciut spokojniejsza.
Tatuś ze spokojem stwierdza, że skoro zapłacą, to co się mamy przejmować. Taaa, można liczyć na wsparcie. Rodzice jadą na górę po drewno.Ja gryząc palce stoję w oknie i wyglądam powrotu gości. Każde auto wjeżdżające w naszą drogę powoduje u mnie stan przedzawałowy. Idę po nalewkę. Nie pomaga. Odlewam do butelki (muszki owocówki są wszechobecne). I tak do wieczora...albo w oknie, albo w toalecie. Po zmroku robi się jeszcze straszniej. Nie możemy jeść, pić, nic nie robimy, nawet pomysłów nie mamy żadnych. Tylko przerażenie. 20.26 telefon. Jestem tak oniemiała, że nie mogę wstać. Drugi raz już nie dzwoni. Mamusia zamyka bramę, puszcza psa. O 22 kładą się spać (normalnie to po 1-szej). Ja gaszę światło zaraz po nich, ale spać nie mogę. Szczekanie psa- zawał. Auto na drodze- zdublowany zawał. W końcu zasypiam, ale co to za sen, jak same koszmary mi się śnią.
Sobota nie lepsza,znowu nerwy,ale mamy już strategię na powrót. Okłamiemy, że pokoje wynajęte. Pies brał kasę, zdrowie i życie najważniejsze. Pojawia się u mnie nerwica natręctw, właściwie nie pojawia, ale wzmaga. Nawet na nasz samochód reaguję histerycznie (rodzice nadal wożą drewno, ja się kręcę przy chałupie). W końcu idę z pomidorami do siostry...jest lepiej...jadę do Kazimierza...idyllicznie wręcz, nerwica natręctw znika, może dlatego, że nie widzę żadnej z Cyganek,które zazwyczaj kręcą się dookoła turystów. Czas jednak wrócić do domu. Nie sama jednak. Mamusia chyba z uchem przy oknie, bo aby dotykamy balustrady przy schodach, a ona już na ganku. Mnie nie widzi, na widok T. prawie się osuwa. Dopiero mój głos ją pionizuje.
Niedziela jakby ciut spokojniejsza.
niedziela, 13 września 2015
i nie dojechali....
Tego nie lubię najbardziej...Przyznaję, aż płakałam piątkowej nocy. Płakałam przez gości, którzy nie dojechali. Miało być siedem osób (w jednym pokoju). Przenieśliśmy więc dwa tapczany z dołu do góry (w odwrotnej kolejności przenosi się dużo łatwiej). Zainwestowałam w łóżko składane (270 złotych). Naprasowałam się pościeli, jak głupia, sprzątałyśmy z mamcią cały piątkowy poranek i co? Nawet głupiego telefonu,że nie dojadą. A chętnych na pokoje miałam wielu. I tak z planowanych kilkuset złotych zarobiłam 70, bo goście z jedynki mieli być 2 noce, a pojechali po jednej. W sumie trudno mówić o zarobku, bo przecież inwestycje poniesione się nie zwróciły. I to już kolejny raz, jak goście mnie robią w balona. Chyba powinnam założyć grupę na FB pod nazwą : "Uwaga na nieuczciwych klientów w turystyce". I podawać ich z nazwiska i z numeru telefonu.
piątek, 28 sierpnia 2015
wszystkie drogi prowadzą do...
Odpoczynku nad Potokiem oczywiście. Nawet te najbardziej nieprzejezdne. Niby takie mądre urządzenia, ta nawigacja, bardzo często turyści mają problem z trafieniem i to właśnie przez błędy w nawigacji. Chociażby wczoraj w nocy....godzina po 21, a gości nie ma...w końcu telefon....nawigacja kazała im skręcić w polną drogę i pani się teraz boi, czy sobie zawieszenia w samochodzie nie urwie, albo co. Wracać czy jechać dalej? Jechać dalej, poradziłam. Ja wyszłam na szosę. Czekam czekam i nic....Okazało się, że nie byli na tej drodze o której myślałam. W międzyczasie mamusia odebrała komórkę (szacun, ja się 2 tygodnie uczyłam odbierać dotykowego,a tej się udało przy pierwszej próbie)...Wracam więc, tłumaczę co i jak. Pani w jakimś strasznym opuszczonym lesie, z pochylonymi drzewami, droga już się skończyła. Niby koniec świata, ale zasięg był. Okazało się, że te pochylone drzewa to chmiel, i nawet turyści z miasta Łodzi to wiedzieli (a wcale to nie takie proste, bo pewni goście ze Śląska byli przekonani, że to winorośl albo tytoń)...W końcu dojechali....ufff...ale przynajmniej było wesoło i plantację chmielu zobaczyli z bliska. Mam szczęście do miłych ludzi. Kocham to co robię.
sobota, 4 lipca 2015
do trzech razy sztuka...
mam nadzieję, że jednak nie, bo najmilej jest, kiedy goście wracają. Ania (ta co kluski lubi) jest ze swoim mężem u nas już po raz trzeci. Upał niemiłosierny, ale ona niestrudzenie jeździ i zwiedza. Fakt, że szybko wraca. A jakie menu dla Państwa G.? Pierwszego dnia oczywiście kluski.Tym razem kładzione, ale że Ania jest na diecie, więc dodałam mąki żytniej. A dziś na obiad była fasolowa. Klient nasz pan. I nieważne, że 40 stopni w cieniu, że pot leje się z czoła, Krzysio zjadł 2 talerze fasolowej, a to co zostało, będzie na jutro. A ile ochów i achów się przy tym osłuchałam. Aż miło. Czyli jednak wcale jej nie przesoliłam....
poniedziałek, 25 maja 2015
W czasie deszczu...
...nudzą się nie tylko dzieci, także i dorośli. Co wtedy? Najczęściej turyści skracają pobyt. Na szczęście nie moi. Pani Beatka nawet stwierdziła, że zapowiadali ciągłe opady deszczu, a były tylko prawie ciągłe. Urodzona optymistka:) Z planowanych atrakcji nie skorzystali tylko z ciuchci w niedzielę, bo już mieli dość pogody. W sobotę byli na Święcie Wina w Janowcu, wrócili jednak mocno rozczarowani cenami polskiego wina. Wcale im się nie dziwię. Bo skoro butelkę dobrego wina z Portugalii możemy kupić w Biedronce za kilkanaście złotych, to kto zapłaci 3 razy tyle? I tak naprawdę nie wiadomo za co, bo przecież nasi winiarze dopiero uczą się produkcji. Ceny warszawskie, a przecież Kazimierz jest nie tylko dla warszawki...Aczkolwiek muszę przyznać,że zaczyna mnie interesować uprawa winorośli...wracając do nudzących się dzieci...w każdym pokoju na szafie stoi magiczne pudełko, a w nim gry planszowe, puzzle, zabawki, kolorowanki, bloki i kredki.... a dla dorosłych są ulotki i przewodniki po okolicy i książki do czytania...także i moja :)
piątek, 17 kwietnia 2015
Niepewność...
Następni goście dopiero za tydzień....wtedy to pierwszy z długich weekendów, których terminy w tym roku wyjątkowo nie są łaskawe zarówno dla prowadzących agroturystykę, jak i przyjeżdżających do nas.
W Kazimierzu też pusto (chodzi mi o turystów, a nie o Bronka K. i jego Bronkobus, przez którego parkowałam dzisiaj niemal kilometr od Rynku). Ale mam czas na porządki i na planowanie.Wymyśliłam sobie, że moi goście (tacy z dłuższym pobytem i wyżywieniem) będą wyjeżdżać ode mnie z jakimiś smakowitymi podarunkami. Dżemiki, sok, czy nalewka, do tego ciasteczka. Koniecznie muszę zrobić firmowe etykietki. Trza mieć jednak wyczucie, czy goście przyjeżdżają naprawdę jako małżeństwo, a nie są na przykład tylko kochankami, bo wtedy ten słodki zestaw posłużyłby jako dowód w sprawie rozwodowej. A dżemy i soki jak wiadomo głosu nie mają, więc po co mnie ma ktoś włóczyć po sądach ;)
W Kazimierzu też pusto (chodzi mi o turystów, a nie o Bronka K. i jego Bronkobus, przez którego parkowałam dzisiaj niemal kilometr od Rynku). Ale mam czas na porządki i na planowanie.Wymyśliłam sobie, że moi goście (tacy z dłuższym pobytem i wyżywieniem) będą wyjeżdżać ode mnie z jakimiś smakowitymi podarunkami. Dżemiki, sok, czy nalewka, do tego ciasteczka. Koniecznie muszę zrobić firmowe etykietki. Trza mieć jednak wyczucie, czy goście przyjeżdżają naprawdę jako małżeństwo, a nie są na przykład tylko kochankami, bo wtedy ten słodki zestaw posłużyłby jako dowód w sprawie rozwodowej. A dżemy i soki jak wiadomo głosu nie mają, więc po co mnie ma ktoś włóczyć po sądach ;)
sobota, 4 kwietnia 2015
a pierwsi powtórkowi goście to studenci z Warszawy...Pierwszy raz byli w lipcu (tak się złożyło, że byli razem ze wspomnianymi we wcześniejszych postach gośćmi z Łodzi)....przyjechali w czwórkę, spóźnieni parę godzin, zajęli pokój numer 1..Ich celem był Kazimierz...i co? i kicha! Olali Kazimierz...siedzieli cały czas w Rzeczycy...takiej reakcji można spodziewać się po gościach w wieku 45 plus...ale po małolatach?! Cisza i spokój?! Ze dwóch chłopaków wybrało się w sobotę wieczorem do Kazika, poszli z buta i zaraz wrócili...Bardzo mili i sympatyczni,zjadali wszystko, co im dałam...(tacy grzeczni, albo ja taki miszcz gotowania;) ) Nawet jeden zlikwidował jakiś napis na nowym odbiorniku TV ( w końcu Politechnika Warszawska)...a z tydzień czy dwa wielki ekran telewizora był mniejszy o połowę przez 75 jakichś dziwnych pierdół dookoła...no i w listopadzie zadzwonili, że chcą wrócić na sylwestra..i to nie w czworo, a w 11, albo nawet 12 osób... Pokoje duże, zmieszczą się, pomyślałam...a że miałam już umowę podpisaną na pracę w Alpach, to w domu powiedziałam w ostatniej chwili....ale załatwiłam pomoc. Mamusia do tej pory o nich opowiada, taka zachwycona...a Tatuś aż na pogotowiu wylądował..przypomniał sobie studenckie czasy i pił z chłopakami....
odpoczyneknadpotokiem: Zapowiadana przeze mnie w ostatnim poście pani Ani...
odpoczyneknadpotokiem: Zapowiadana przeze mnie w ostatnim poście pani Ani...: Zapowiadana przeze mnie w ostatnim poście pani Ania z miasta Łodzi jest u mnie znowu....Byłaby już trzeci raz, ale w Sylwestra Odpoczynek na...
Subskrybuj:
Posty (Atom)